Życie zaczyna się po czterdziestce mówili…
To ciekawe stwierdzenie i jednakoż sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, bo ja rozumiem sprzeczać się o to, czy życie zaczyna się podczas podziałów mitotycznych po złączeniu się dwu komórek rozrodczych, czy może wraz z wyłonieniem się jednego ciała z drugiego. Ale żeby po czterdziestce? Toż to już pierwsze łupanie w krzyżu zaliczone, siwaki na głowie namalowane, spojrzenie tak zwanej dojrzałości na pokolenie teraźniejszych nastolatków odhaczone, a tu ma się życie zaczynać? Przecie człek już poczuł, że żyje, dosłownie poczuł w członkach sfyh. (kiedyś zdarzyło mi się zadzwonić do opiekunów wychowanka mego, który gruchnął całym sfym jestestwem przez zupełny nieprowokowany zabawą w ganianego przypadek kolankami o podłogę z taką siłą, że aż mu wycisnęło krystalicznie czyste i niewinne łzy niekoniecznie szczęścia. Gdy tatuś usłyszał o wypadku syna wyrzekł żwawo: „Nie przyjadę po niego, niech poczuje smak życia. Poradzi sobie”). Także jeśli jedenastolatek poczuł czym jest życie, to tym bardziej czterdziestolatka…
Ale Kszypkowa- człowiek renesansu, o wielu zainteresowaniach również w dziedzinie innych niż dotychczas sposobów poruszania się postanowiła potąkać paluszek w chlorowanej wodzie. No i tak potąkała jeden paluszek i drugi, a potem nawet większy obszar Kszypkowej, aż tu nim się spostrzegła to ganiała krokodyla po wyimaginowanym Gangesie, ale za to prawdziwym i namacalnie mokrym basenie okolicznego ośrodka dla wysportowanych ludzi.
Rozochociła się do tego stopnia, że pogoniła rodzinę na basen i podjechała przyczepką ze wszystkimi kółkami nie mylić z kołami, dmuchanymi rękawkami, które nie mają nic wspólnego z rękawkami, prócz tego, że montuje się je na dziecięcych ramionach oraz makaronami, które zupełnie nie przypominają spaghetti ani nawet kokardek ze smacznym sosem. Gdy już wraz z Bąbelkiem wyplątała się Kszypkowa z iście zimowych okryć wierzchnich i poklapała klapeczkami nad brzeg rzeczonego Gangesu rozejrzała się z trwogą, bo w takich miejscach należy być bezwzględem czujnym. Wiadomo wszak powszechnie, że można tu spotkać krwiożercze bestie bardziej lub mniej fantastyczne w obydwu znaczeniach, rozhasanych malcuf, którzy nic sobie nie robią z sąsiadów, bo oto naumieli się pływać, nurkować i hopsasa do wody. Aby zabezpieczyć sfą fizyczność Kszypkowa obłożyła się gąbkowym spaghetti w kolorze żabio-trawiastym i ostrożnie centymetr po centymetrze zanurzała się w wodzie, natomiast odczucie miała takie jakby hycła była na gufkem. Nastał moment przypominania sobie na czym polega pływanie ciał i prawa Archimedesa. Skoro ciało ludzkie ma masę, to znaczy, że ma ciężar Fc =mg, Archimedes wylatując nagusieński z wanny i wrzeszcząc na całe gardło „EUREKA!!!” odkrył prawo powszechnego ciążenia, a więc ciało zanurzone w cieczy wypiera ciężar wody równy ciężarowi ciała. AHA! Czyli, ze Fw=Fc, a więc Fw =dcieczygVzanurzonego ciała , bo przecież gęstość razy objętość daje masę. No jaha!
No to teraz Kszypkowa miała pewność – przekształcanie wzorów jest dużo bardziej cool niż praktyka i walka z surowym środowiskiem Gangesu…
Jeśli kiedyś widzieliście filmy z foką, która jak ta boja to cię odrobinę wynurza, to zanurza i generalnie kręci cały swoim idealnie obłym ciałem wokół własnej osi, to tak wygląda wg Kszypkowej idealny styl pływacki i z uporem maniaka trenowała go w tym zagrażającym życiu Gangesie.
Także sport jest praktykowany…
Prawda, że Was zainspirowałam do nurzania się w odmętach chlorowanej wody?
Nie ma za co 😀
